rozmyślam
topię swe tęsknoty w deszczu
nie mogę zasnąć, nie mogę trwać
myśli same przywołują obrazy
boję się
staję się cieniem
śledzę Cię, a może Ty śledzisz mnie
co noc niespokojnie wyczekuję
uciekam od myśli
krople deszczu odsuwają mnie daleko
szukasz mnie
ja, pośród szarości
skąpana w ciemności
ukrywam się
niedobór Ciebie w pokruszonym ciele
pozbawiasz mnie duszy
walczę ze sobą
co noc bardziej w ciemności
noc w mieście
strumień deszczu
tęsknota
w żyłach zalewa mnie powódź
brudne niepokoje
zależy mi na Tobie
tak trochę
trochę chyba bardzo
chyba za bardzo
Ostatnio coraz więcej rozmyślam nad sensem tego co dzieje się wokół mnie. Osiągam to o czym tak zawsze marzyłam, moje marzenia zaczynają się spełniać, ale...czy tak na prawdę jestem szczęśliwa? Czy tak na prawdę dziewczyna w masce którą jestem może być sobą i stwierdzić, że osiągnęła szczęście? Zima to czas kiedy najwięcej myślę, najmocniej teraz, kiedy za oknem białe, otulone śniegiem miasto szarzeje, ja też jestem szara. Szara, nijaka, bo tak na prawdę nie wiem czego chcę. Coś, jakaś dziwna siła rozrywa mnie na kawałki, bo z jednej strony cieszę się tym co wokół siebie mam, cieszy się każdy kawałek mnie z każdej chwili spędzonej z przyjaciółmi, z tymi których zawsze tak bardzo potrzebowałam, z ludźmi których mało znam, a są dla mnie ważniejsi niż rodzina. Z drugiej strony widzę siebie, siebie której nienawidzę, siebie zmieniającej się powoli w jedną z dziewczyn które były dla mnie na szczycie listy ludzi do odstrzelenia. Teraz ja staję się tą, którą sama jeszcze j...