rozmyślam
topię swe tęsknoty w deszczu
nie mogę zasnąć, nie mogę trwać
myśli same przywołują obrazy
boję się
staję się cieniem
śledzę Cię, a może Ty śledzisz mnie
co noc niespokojnie wyczekuję
uciekam od myśli
krople deszczu odsuwają mnie daleko
szukasz mnie
ja, pośród szarości
skąpana w ciemności
ukrywam się
niedobór Ciebie w pokruszonym ciele
pozbawiasz mnie duszy
walczę ze sobą
co noc bardziej w ciemności
noc w mieście
strumień deszczu
tęsknota
w żyłach zalewa mnie powódź
brudne niepokoje
zależy mi na Tobie
tak trochę
trochę chyba bardzo
chyba za bardzo
Wyciągnięty z dna szafy stary sweter, w ręku filiżanka kawy, zastanawiasz się czego w tej chwili najbardziej pragniesz i znajdujesz to po drugiej stronie pokoju, w łóżku, jeszcze śpi. Żal go budzić, ale musi wstawać, jeszcze przez chwilę patrzysz na niego z rozczuleniem, wygląda jak mały chłopczyk który zagubił się w bajce. Dzwoni budzik. Budzisz się. Za oknem wirują płatki śniegu, delikatne promienie słońca przebijają się przez chmury, wszystko pięknie się iskrzy. Znów ci się przyśnił. Który świat jest 'tym prawdziwym'. Ten w którym egzystujemy, czy ten w którym żyjemy po zaśnięciu? Czy na pewno jesteśmy wolni, niezależni? A może ktoś z góry kieruje, jesteśmy jak lalki w zabawkowym domku, albo jak postaci w jakiejś grze, w która gra ktoś inny. Jeśli nawet tak, to czy nasze niepowodzenia możemy zrzucić na innych? Dzisiaj taki dziwny dzień, z jednej strony czuję, że wreszcie mogę odpocząć, z drugiej zdaję sobie sprawę z tego, że nie mogę sobie pozwolić na...